Mamy marzec 2026 roku i mapy drogowe polskich miast zmieniły się na dobre. Jeśli planujesz zakup auta na rynku wtórnym, Twoim pierwszym pytaniem nie powinno być „ile pali?”, ale „jaką normę Euro spełnia?”.
Od początku tego roku w Warszawie i Krakowie weszły w życie drugie etapy ograniczeń. Co to oznacza w praktyce?
Diesel: Jeśli Twoje auto nie spełnia normy Euro 5 (roczniki od ok. 2009 r.), zapomnij o swobodnym wjeździe do centrów.
Benzyna: Tutaj restrykcje są łagodniejsze – wystarczy norma Euro 3 (roczniki od ok. 2000 r.).
Odpowiedź brzmi: Tak, ale z kalkulatorem w ręku. Diesel w 2026 roku przestał być wyborem „domyślnym”.
Jeśli Twoje roczne przebiegi przekraczają 20–25 tys. kilometrów, a większość tras to autostrady i drogi ekspresowe, nowoczesny diesel z normą Euro 6 (najlepiej od 2015 r. wzwyż) wciąż jest bezkonkurencyjny pod względem kosztów paliwa.
Jeżeli szukasz taniego auta do miasta za 15–20 tys. zł, starszy diesel (Euro 4) jest pułapką. Jego wartość rynkowa w dużych aglomeracjach drastycznie spada, a koszty serwisu (DPF, wtryskiwacze) przy miejskiej eksploatacji szybko zjedzą oszczędności na stacji paliw.
Magiczne okazje z importu: Rynek zalewają tanie diesle z Niemiec i Francji, które nie mogą już wjeżdżać do tamtejszych miast. Nie daj się skusić ceną – sprzedaż takiego auta za 2 lata może być niemal niemożliwa.
Koszty serwisu: W 2026 r. roboczogodzina w warsztacie jest droższa niż kiedykolwiek. Wybieraj modele z dużą dostępnością zamienników.
Weryfikacja normy: Nie ufaj wpisom w dowodzie rejestracyjnym „na słowo”. Sprawdź kod silnika i realną emisję, zanim podpiszesz umowę.
Rok 2026 to zmierzch „ery starego diesla” w Polsce. Jeśli mieszkasz w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu czy Poznaniu, najbezpieczniejszym wyborem są hybrydy typu HEV lub młode auta benzynowe. Diesel pozostaje narzędziem dla profesjonalistów i długodystansowców, ale tylko w wydaniu Euro 6.